piątek, 7 marca 2014

Relacja z budowy - Foka z długim nosem, czyli Focke-Wulf FW-190 D-9 (Kartonowy Arsenał 3/2011) część pierwsza.

Pod koniec stycznia zacząłem budowę kolejnego modelu. Jest to Focke-Wulf FW-190 D-9 z Kartonowego Arsenału. Jest to wersja rozwojowa Focke-Wulf-a 190 z rzędowym silnikiem Junkersa. Zastąpienie silnika gwiazdowego rzędowym spowodowało znaczne wydłużenie kadłuba. Dzięki tym modyfikacjom wersja D-9 ma długi i smukły kadłub. Nic dziwnego, że zyskała przydomek "długonosej Dory" (niem. Langnasen Dora). Bardzo mi  się podobają te samoloty.



Kilka lat temu skleiłem FW-190A8/R8 i najwyższy już czas, żeby do kolekcji dołączyła Dora. Sturmbock kleił się bardzo dobrze, więc mam nadzieję, że i w tym przypadku będzie to czysta przyjemność (jak do tej pory tak właśnie jest). Opracowania nie różnią się od  siebie zbyt wiele, oczywiście nie licząc przedniej części kadłuba, która w przypadku D-9 wygląda zupełnie inaczej. Sekcja ogonowa jest wydłużona o segment, poza tym jest zaprojektowana tak samo jak w wersji A (podobnie jak np. kabina albo skrzydła).


 Focke Wulf FW-190 D-9 (źródło: Wikipedia)

Muszę jeszcze dodać, że model jest kapitalnie opracowany pod względem graficznym. Moim zdaniem, jeden z najlepszych jakie w życiu widziałem. Kolory są  żywe i nasycone, do tego świetnie naniesione linie podziału blach, nity, zabrudzenia, otarcia...No i ten genialny kamufaż.


Tyle tytułem wstępu. Zgodnie z instrukcją zacząłem od kabiny. Szkielet jak zwykle w KA bardzo rozbudowany, ponadto, do czasu wklejenia skrzydeł o sztywność konstrukcji będzie dbał kształtownik wklejony od spodu. Trochę tam nabrudziłem dobierając kolory do retuszu, ale to i tak wszystko zniknie pod poszyciem.





Wnętrze bez fajerwerków, sklejone w standardzie, bo i tak będzie zamknięta - nie chcę zaburzyć pięknej sylwetki poprzez odsunięcie do tyłu osłony. Mapa włożona do mapnika też jest w standardzie - pierwszy raz się spotkałem z tym, żeby elementem wyposażenia kabiny była mapa :-) Tablica przyrządów wyszła tak sobie.





Prawie gotową kabinkę okleiłem burtami, a następnie uzupełniłem jeszcze o kilka drobiazgów. Nadszedł krytyczny moment, którego zawsze obawiam się przy modelach od A. Halińskiego - oklejenie poszyciem kabiny. Jak zwykle przymierzałem chyba ze sto razy zanim zdecydowałem się to skleić, ale ostatecznie poszło jak po maśle.









Przygotowałem sobie jeszcze kolejny element poszycia przedniej części kadłuba, ale jeszcze go nie wkleiłem. Poza tym mam sklejony także szkielet tylnej części kadłuba oraz szkielet skrzydeł. Więcej do pokazania na dzisiaj nie mam, ciąg dalszy wkrótce. Czeka mnie sporo gimnastyki z osłoną kadłubowych karabinów maszynowych :-)





1 komentarz:

  1. Jakiego kleju używasz gdy na szkielet wsuwasz uprzednio uformowany element poszycia? Na pewno jakiś wolno schnący aby można było korygować ale można wiedzieć jaki w takim przypadku?

    OdpowiedzUsuń