piątek, 14 września 2012

Recenzja - Ö-1 Tummelisa – szwedzki samolot treningowy z 1919 roku – Modelik 12/04

Do momentu, w którym wykopałem ten egzemplarz ze stosu modeli w sklepie (a  było to jakoś w połowie sierpnia) nie miałem pojęcia o istnieniu tego samolotu, ani tego opracowania wydanego przez wydawnictwo Modelik. Ten mały dwupłatowiec oczarował mnie do tego stopnia, że kupiłem go bez chwili zastanowienia i ustawiłem go na szczycie kolejki do sklejenia. Niedługo potem zabrałem się za jego klejenie. Na początek recenzja, czy też opis zawartości wycinanki.



Jak już wspominałem niejednokrotnie jestem miłośnikiem malowanych okładek. Autorem tej ilustracji jest Wojciech Sankowski. Lubię jego prace. Ilustracja ma sympatyczny klimat – trawiasty pas startowy aeroklubu, las w tle, lądujący samolot. W pełni oddaje piękno i lekkość tego dwupłata. Jest pogodna i przyjemnie się na nią patrzy. Zdecydowanie dołącza do grona moich ulubionych okładek.



Czas otworzyć gazetkę. W środku skromnie, dwa arkusze części, opis samolotu, krótka instrukcja budowy, kilka niezbyt dokładnych rysunków montażowych. To wszystko.


Ö-1 Tummelisa został zaprojektowany w 1919 roku przez Henry’ego Kjellsona. Pierwotnie maszyna miała nosić nazwę „Tummeliten” – Tomcio Paluch, ale piloci nazywali go pieszczotliwie „Tummelisa” – od imienia żony Tomcia. Nazwa dodaje mu jeszcze więcej uroku. Samolot produkowała firma FVM (Flygkonpaniets Tygverstdäer pa Malmem), będąca warsztatem lotniczym szwedzkiej armii.  Zbudowała 29 egzemplarzy Ö-1. Jak przystało na początek XX wieku, Tomcio był dwupłatem o drewnianej konstrukcji ze skrzydłami i ogonem krytymi płótnem. Kadłub ze sklejki, osłona 9-cylindrowego silnika aluminiowa. Po prostu klasyka. Szwedzka armia używała Ö-1 do 1935 roku. Przyszłego sklejacza tego modelu bardzo pozytywnie nastraja informacja o tym, że przez całe 16 lat służby nie wydarzył się śmiertelny wypadek na tym samolocie.


Teraz trochę o opracowaniu. Model przedstawia ostatniego Ö-1, skreślonego ze służby w 1935 roku, który do dziś jest eksponatem w  Flygvapenmuseum w Malmslätt. Jego autorem jest Gabriel Panait, obywatel USA. Pierwszy raz o nim słyszę i nigdy nie miałem styczności z jego modelami. Ogólnie projekt mi się bardzo podoba. Jest prosty. Cieszą oko bardzo ładne, nasycone kolory i dobry druk. Samolot ma według mnie bardzo atrakcyjne malowanie – drewniany przód, cała reszta jasno beżowa. Uroku dodaje szwedzka flaga na sterze kierunku i czarne oznakowanie na skrzydłach i bokach kadłuba. Na plus należy zaznaczyć spore zapasy każdego z kolorów.



Teraz trochę krytyki. Model jest bardzo mocno uproszczony. Jak już wspomniałem – nie znam tego samolotu, ale dziwi mnie fakt, że w kabinie nie ma żadnych zegarów i innych przyrządów. Nawet prędkościomierza. Orczyk i drążek sterowy został przewidziany przez autora, a co z resztą? Nie podoba mi się trochę brak rozdzielonych powierzchni sterowych, ale na upartego łatwo to poprawić. A na koniec cytat z instrukcji…:

„Uwaga! Skrzydła nie mają szkieletu. Przy tak małych rozmiarach utrzymują sztywność bez niego.”

Nie zgadzam się. Dorobię sobie chociaż prowizoryczne usztywnienie.

Rysunki montażowe zmieściły się na tylnej, wewnętrznej okładce. Według mnie jest ich mało. Zobaczymy jak to wyjdzie przy klejeniu. Może tyle wystarczy.

Podsumowując, model samolotu Ö-1 Tummelisa robi dobre wrażenie. Przemawia za nim ciekawe malowanie, prostota konstrukcji, klasyczny wygląd, oryginalny temat. Na minus liczne uproszczenia i braki w rysunkach montażowych.

A teraz na warsztat z nim !!! (Relacja już wkrótce)

2 komentarze:

  1. Jestem w trakcie sklejania tego modelu. Uważaj jak będziesz odcinał powierzchnie sterowe dolnego płata, bo nie pasują do siebie (dolna i górna powierzchnia). Ja niestety za późno to zauważyłem i mam o ok. 1mm krótszą powierzchnię. Poza tym model klei się bardzo dobrze, a ew. waloryzacja w postaci dokładniejszego wnętrza kabiny to sama przyjemność. Jest w internecie trochę zdjęć egzemplarza ze szwedzkiego muzeum ze zbliżeniami. Ponadto znalazłem fajną relację na niemieckim forum: http://www.kartonbau.de/forum/index.php?page=Thread&threadID=27410 Twojej uwadze polecam część związaną z silnikiem. Gość cylindry wykonał z aluminium. Ja w swoim przypadku na oryginalne cylindry nawinąłem żyłkę wędkarską, która ma udawać użebrowanie, a potem malowałem metalizerem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! Dziękuję za wpis. Moja Tummelisa stoi już skończona od około 2 tygodni. Nie miałem czasu jeszcze wstawić relacji z budowy i galerii końcowej. Również natknąłem się na problem z lotkami - tak jak piszesz nie pasują do siebie. Trochę to psuje całość. Jeśli chodzi o kabinę to zostawiłem ją "surową", ale za to porządnie wyżyłem się na silniku :-) Niedługo wstawię na bloga relację i galerię.

    Nie widziałem relacji, do której podałeś link. Fajnie mu wyszedł ten silnik, pełen wypas jak to mówią. Gość pomylił się przy zastrzałach podwozia - są odwrotnie.

    P.S. Uważaj na rozpórki pomiędzy górnym płatem, a kadłubem. Ja dorabiałem swoje z zapasu koloru, bo te z wycinanki były odrobinę za krótkie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń