piątek, 21 września 2012

Relacja – Messerschmitt Bf-109 E-4/N – Military Model 1/99. Część I.

Pod koniec czerwca pod nóż poszedł kolejny Bf-109. Mam słabość do tego samolotu. Tym razem to prawdziwy klasyk, chyba moja ulubiona wersja 109-tki w malowaniu z okresu bitwy o Anglię. Zapraszam do obejrzenia relacji z budowy. 



Opracowanie nie należy do najnowszych i znacznie się różni od późniejszych Messerschmittów z wydawnictwa A. Halińskiego. Nie ma skomplikowanego szkieletu, kabina jest w formie wanny i też nie składa się z wielu elementów. Model nie ma rozdzielonych powierzchni sterowych. Ma za to wspaniałe malowanie. Uwielbiam Messerki z żółtymi dziobami, a zwłaszcza „Emile”. Brakuje mi takiego w kolekcji.



Model przedstawia 109-tkę w wersji E-4/N. „N” na końcu oznacza rodzaj silnika i nie ma wpływu na zewnętrzny wygląd maszyny. Pilotem tego samolotu był as Luftwaffe, Adolf Galland. Latał na nim od sierpnia 1940 roku i odniósł na nim swoje 40 zwycięstwo. Galland uczestniczył w chrzcie bojowym Luftwaffe w hiszpańskiej wojnie domowej, gdzie latał w Legionie Condor, uczestniczył w kampanii wrześniowej. Walczył nad zachodnią Europą, a pod koniec wojny przesiadł się na pierwszy odrzutowy samolot myśliwski - Me-262. Zestrzelił 105 samolotów wroga i przeżył wojnę. Za swoje zasługi był wielokrotnie nagradzany najwyższymi niemieckimi odznaczeniami.  Pilot ten był znany z modyfikowania swoich maszyn. Także ten egzemplarz Bf-109 posiada dość nietypową zmianę. W przedniej szybie (lub wiatrochronie jak to zwą profesjonalnie) zamontowana jest luneta służąca do szybkiej identyfikacji samolotów znajdujących się na dużej odległości.


Model mieści się na trzech arkuszach - dwóch z kolorowymi częściami i jednym z elementami szkieletu. Nie ma tego zbyt wiele. Warto dodać, że udało mi się kupić matowy egzemplarz (były też na kredzie, a tego nie lubię). Swoją drogą to niezłą okazję trafiłem, bo dorwałem go za 10 zł J.
Jeszcze słówko o okładce – jest rewelacyjna. Ilustracja autorstwa Jarosława Wróbla, jak zwykle w modelach Halińskiego. Ta należy zdecydowanie do moich ulubionych.


Zaczynam od podklejenia elementów na karton. Na początek przednia część kadłuba. Poniżej proces jej powstawania. Wycięte elementy, potem formowanie, retusz no i złożenie tego w całość.











Potem nadszedł czas na kabinkę. Prosta i mało skomplikowana. Ulepszyłem trochę fotel pilota, bo nie podobały mi się te nadrukowane pasy. Skierowałem je więc do dołu, tak żeby nie było ich widać, a od widocznej strony wkleiłem pasy znalezione na kartonowym złomowisku w szufladzie. Mała modyfikacja, ale wizualnie sporo daje. W końcu fotel najbardziej rzuca się w oczy.







Teraz doklejam ogon. Chciałem na początku zrobić oddzielne powierzchnie sterowe, ale stwierdziłem, że nie mam ochoty ugrzęznąć w tym modelu i odpuściłem.





Na tym etapie zakończę pierwszą część relacji. Wkrótce ciąg dalszy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz